Garść wspomnień o Gimnazjum Rolniczym w Zwoleniu i moich nauczycielach
W związku z setną rocznicą powstania zwoleńskiej „Rolniczówki” chcę podzielić się swoimi wspomnieniami z lat nauki w Gimnazjum Rolniczym w latach 1945-1947 i przypomnieć sylwetki ówczesnych nauczycieli [1].
Niedługo po wypędzeniu niemieckich okupantów w prasie można było znaleźć następujące ogłoszenie:
Nowa placówka szkolna na terenie powiatu kozienickiego
Z dniem 1 września 1945 r. zostanie otwarte Państwowe Koedukacyjne Gimnazjum Gospodarstwa Wiejskiego w Zwoleniu. Dwuletni program nauczania obejmuje działy: rolny, hodowlany, ogrodniczo-pszczelarski, praktykę w wymienionych działach, oraz naukę przedmiotów ogólnokształcących. Gimnazjum posiada 50-hektarowe gospodarstwo rolne. Kandydaci po skończeniu Gimnazjum mogą otrzymać stanowiska nauczycieli gminnych, instruktorów. Ukończenie tegoż Gimnazjum daje prawo wstępu do Liceum. Pomieszczenie dla młodzieży w internacie. Zgłoszenia kandydatek i kandydatów przyjmuje Dyrekcja Gimnazjum w Zwoleniu do dnia 13 sierpnia. Na pierwszy rok mogą być przyjęci byli uczniowie szkół rolniczych oraz młodzież po ukończeniu 6-klasowej szkoły powszechnej w wieku od 16 lat wzwyż. Nauka w Gimnazjum bezpłatna.
Gimnazjum Gospodarstwa Wiejskiego w Zwoleniu [2].
Wśród uczennic byłam i ja, Stanisława Rybak, wówczas trzynastoletnia (ur. 9 października 1932 r.) dziewczynka z Łaguszowa. Mimo że nie miałam jeszcze wymaganych 16 lat, zrobiono wyjątek. Ogromna to zasługa Janiny Misztal, nauczycielki z Tczowa. Otóż latem 1944 cała moja rodzina musiała uciekać z Łaguszowa. Moi rodzice, Franciszek i Władysława z Kubów, zostali ostrzeżeni przez mówiącego po polsku żołnierza Wehrmachtu, że za chwilę zacznie się tutaj piekło. I faktycznie, ledwo załadowaliśmy dobytek na wóz, na podwórku eksplodował pocisk, który zabił naszego konia. Do wozu tata zaprzągł więc krowę. Po dłuższej tułaczce po okolicznych wsiach, przez Leokadiów (gdzie mieszkała moja ciotka), Zwolę i Filipinów dotarliśmy do miejscowości Borki pod Tczowem, gdzie osiedliśmy. Tam kiedyś przyłączyłam się do dzieci idących do szkoły. W szkole, kiedy pani Misztal dowiedziała się kim jestem, od razu zaopiekowała się mną, pozwoliła chodzić na zajęcia. Po zajęciach często jeszcze zostawałam u niej w domu – jej mąż był kierownikiem poczty w Tczowie – i byłam przez nią dokształcana, a bywało, że i dożywiana. Wraz ze mną u pani Misztal uczyły się też Władzia Cynowska (w ich domu była poczta) i Helena Gizicka (siostra żony p. Świgonia, kierownika szkoły we Tczowie). Z braku zeszytów pisałam na papierze z worków. I tak sama o tym nie wiedząc, stałam się uczestniczką tajnego nauczania. Dzięki pani Misztalowej zdałam egzaminy i zostałam przyjęta do Gimnazjum. Na pożegnanie powiedziała do mnie – co do tej pory pamiętam – Ty nie masz domu, więc tutaj mieć będziesz dach nad głową. Na powitanie dostałam koc i paczkę żywnościową, zapewne z UNRRA. Z koca moja mama uszyła mi palto, którego dosyć długo używałam. W paczce były zaś konserwy – jedną zjadłam, pamiętam, że bardzo mi smakowała. Pozostałe zaniosłam do sklepu p. Jargota i wymieniłam na papier, ołówki, zeszyty i tym podobne materiały. Dostaliśmy też kolorowe czapki uczniowskie.
Zamieszkałam w 11-osobowym pokoju. Rano 1 września 1945 udałam się na posiłek do jadalni. W drzwiach zatrzymał mnie Wacław Opacki i powiedział, że mam zakaz wstępu do jadalni. Bardzo mnie to przestraszyło i ze spuszczona głową wróciłam do sypialni. Przez kilka dni chodziłam głodna. W drugim tygodniu zajęć ogłoszono, że najbliższa sobota będzie dniem wolnym od zajęć. Mieszkańcy internatu mogli spotkać się z rodzicami. Poszłam więc i ja do Łaguszowa – moi rodzice wrócili w międzyczasie do zrujnowanej wsi i swojego gospodarstwa, mieszkając póki co w ziemiance. Kiedy opowiedziałam mamusi o swojej głodówce ta ubrała się i natychmiast poszła do Końskowoli do mojego stryjka i chrzestnego, Władysława Rybaka, który miał młyn. Stryjek przysłał wóz załadowany mąką i kaszami, co bardzo mi pomogło.
W internacie mieszkałam do 20 sierpnia 1947 roku. Potem, po zdaniu egzaminów, przeniosłam się do Liceum Pedagogicznego do Kozienic.
W czasie nauki zetknęłam się z następującymi nauczycielami.
Franciszek Mikołajczyk urodził się 16 marca 1902 roku w Zwoleniu. Był synem Andrzeja i Teodory ze Stępniów, rolników. Rodzice zadbali o jego wykształcenie – w 1925 po ośmiu latach nauki zdobył maturę w gimnazjum im. ks. A. Czartoryskiego w Puławach, profil matematyczno-przyrodniczy. W tym samym roku został przyjęty na Uniwersytet Warszawski, wydział filozoficzno-przyrodniczy, ale studiów nie podjął. W 1928 wstąpił do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i ukończył ją ze stopniem magistra inżyniera agronoma w 1932 na podstawie rozprawy Przyczynek do poznania różnic między kilku odmianami pszenic pod względem chemicznym i botanicznym. W międzyczasie ukończył w 1927 jako kapral podchorąży Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty. Krótko od 1932 do 31 stycznia 1934 był zatrudniony jako zastępca młodszego asystenta w Zakładzie Rolnictwa SGGW, potem od 1934 jako starszy asystent. Pracował jako agronom wojewódzki w Nowogródku, działał w Związku Młodzieży Wiejskiej. Jako oficer rezerwy – zapewne podporucznik – wziął udział w Kampanii Wrześniowej. W czasie okupacji więziony na Pawiaku, potem trafił do Zwolenia, gdzie w latach 1940 – 1944 prowadził tajne nauczanie. Od 1 września 1945 r. pełnił funkcję dyrektora Gimnazjum Rolniczego w Zwoleniu. Od 1 września 1953 do 1955 był dyrektorem Technikum Rolniczego w Dowspudzie – został tam przeniesiony służbowo. Od 1955 związany ze szkołą rolniczą w Różanymstoku. Zmarł 14 sierpnia 1989, pochowany na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie (sektor 23C, rząd 4, nr 19). Kawaler Złotego Krzyża Zasługi, Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, Złotej Odznaki ZNP.
Źródła i opracowania: Archiwum SGGW, Akta studenckie sygn. 3263; akta osobowe sygn. 2671; Archiwum ZS im. L. M. Paca w Dowspudzie, Kronika Szkoły 1938 – 1970. Państwowe Technikum Rolnicze w Dowspudzie, s. 32-35 (zdjęcie na tableau s.34, nekrolog s. 94); Szkoły rolnicze i ekonomiczne w Różanymstoku 1954-2004, red. T. Możejko, Białystok 2004.
Stanisław Kacperski urodził się 22 marca 1913 r. w Zwoleniu. Jego rodzicami byli Antoni i Franciszka z Wilkiewiczów. Odebrał staranne wykształcenie – ukończył studia politechniczne i zdobył doktorat z matematyki w Paryżu w 1938 roku. Przed 1939 rokiem przebywał w Toruniu, pod koniec 1939 wrócił do Zwolenia. W domu rodziców prowadził sklep z artykułami elektrycznymi. Zaangażowany w tajne nauczanie, nie należał do organizacji konspiracyjnych. 16 maja 1944 uniknął aresztowania przez Gestapo – aresztowano jego ojca (zginął w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen) – i do końca okupacji ukrywał się. Od września 1945 był nauczycielem matematyki w Gimnazjum Rolniczym w Zwoleniu. Zapamiętałam go jako nauczyciela wymagającego i surowego. Za najmniejsze potknięcie stawiał uczniom oceny niedostateczne. Zmarł 28 lipca 1998 w Kozienicach.
Źródła: Archiwum IPN Radom sygn. 108/268; Sąd Okręgowy Radom sygn. 268, s. 216-218.
Kazimierz Cyprian Dzierzbicki urodził się 6 sierpnia 1896 w Strykowicach Górnych w szlacheckiej rodzinie herbu Topór; ochrzczono go jednak dopiero 23 sierpnia 1903, która to data niekiedy jest błędnie przyjmowana za datę urodzin. Jego rodzicami byli Cyprian Dzierzbicki i Helena z Karczewskich. W latach 1913 – 1918 uczył się w znakomitej Średniej Szkole Rolniczej w Czernichowie koło Krakowa, praktyki zawodowe odbywał w Wacynie pod Radomiem. Szkołę ukończył 12 lipca 1918 roku. Wziął udział w wojnie z bolszewikami w 1920 jako ułan. W 1922 został dzięki posiadanym kompetencjom i poparciu Stanisława Sołtyka kierownikiem tworzącej się Szkoły Rolniczej w Zwoleniu. Nadzorował wszystkie etapy budowy, dbał o terminowość prac, wyszukiwał nauczycieli. Od jesieni 1925 do września 1939 był dyrektorem zwoleńskiej Rolniczówki i nauczycielem przedmiotów zawodowych. Należał też do Powiatowego Związku Byłych Wychowanków i Wychowanic Szkoły Rolniczej w Zwoleniu. Dzierzbicki po zajęciu Zwolenia przez Niemców i ulokowaniu w pomieszczeniach szkoły posterunku żandarmerii nadal mieszkał na terenie gospodarstwa przyszkolnego. Został stamtąd usunięty w październiku 1941 roku i wprowadził się do mieszkania naprzeciwko szkoły. Dzięki temu mógł dosyć swobodnie obserwować posterunek oraz drogę i składał informacje wywiadowcze lokalnym strukturom Batalionów Chłopskich, z którą to organizacją współpracował. Co więcej, w domu Dzierzbickiego, „prawie pod nosem żandarmerii” ulokowano punkt przerzutu druków konspiracyjnych. W 1945 Dzierzbicki został nauczycielem uprawy i nawożenia w klasie II. W pamięci utkwił mi obraz Dzierzbickiego, który kazał mi wziąć udział w zbiorze kapusty lipcówki w 1947 roku – w ten sposób zaliczyłam dwie nieobecności. Pan Dzierzbicki zademonstrował mi, jak mam nosić główki i je składać.
Kazimierz Dzierzbicki przed wojną zasłynął jako wzięty fotograf i odniósł w tej dziedzinie nawet pewne sukcesy: brał udział w wystawach i konkursach, zdobywał nagrody. Był żonaty od 1923 z Leokadią Marią Szlezyngier z Radomia i mieli córkę Annę (zamieszkała w Poznaniu) oraz syna Bogdana, pracownika Zakładów Azotowych w Puławach (zmarł w 1990 w Warszawie).
Zapamiętano go jako osobę niezwykle słowną, solidną, uczciwą i prawą.
Źródła i opracowania: Archiwum Państwowe w Radomiu, Urząd Stanu Cywilnego Parafii Rzymskokatolickiej Zwoleń, sygn. 96, s. 84, nr 251; Zwoleński słownik biograficzny, Zwoleń 2008, s.31-32; B. Nować, Wspomnienia z lat wojny i okupacji, Radom 1998, s.69, 99-100, 189-190, 229; A. Kerntopf, Od Warszawy do Puław, w: Przeszłość – przyszłości wykuta w stali. 50 lat Mostostal Puławy 1964-2014, Puławy 2014, s. 46.
Melania Mroczek-Szymańska urodziła się 27 grudnia 1910 roku w Warszawie. Z wykształcenia była polonistką. W czasie wojny zaangażowała się w tajne nauczanie w Zwoleniu na poziomie szkoły średniej. Była kierownikiem tajnych kompletów z zakresu literatury polskiej. Współpracowała z ZWZ-AK, a podobno też wcześniej z KPP. Zajęcia odbywały się w jej domu lub mieszkaniach prywatnych. Po zakończeniu okupacji podjęła pracę w Gimnazjum Rolniczym w Zwoleniu. Uczyła języka polskiego, francuskiego i prowadziła chór szkolny. Przez pewien czas była też kierowniczką internatu dla uczniów Gimnazjum. Aktywnie uczestniczyła w życiu społecznym: opiekowała się drużyna harcerską. Zapamiętałam ciekawy dla mnie biwak na polanie leśnej w rejonie Podzagajnika w 1946 roku. W tych zajęciach pod namiotem uczestniczyły moje koleżanki-harcerki z mojego internatu. Czas wypełniały nam harcerskie gawędy i piosenki. Przed zaśnięciem zaśpiewałyśmy:
Idzie noc, idzie noc,
słońce już zeszło z gór,
zeszło z pól, zeszło z mórz,
w cichym śnie spocznij już,
Bóg jest tuż, Bóg jest tuż.
Ta pieśń to międzynarodowa piosenka skautek, którą od 1922 uważano za harcerski hejnał wieczorny i modlitwę na koniec dnia. Po odśpiewaniu tych słów w namiocie zaległa cisza. Pani Melania zajęła miejsce przy wejściu. Ja natomiast nawet nie zmrużyłam oka przez całą noc.
W 1969 Melania Mroczek wyszła za mąż i wyjechała do Warszawy. Zmarła w Warszawie 18 stycznia 1990 roku, pochowana tamże (Stare Powązki, kwatera 84, rząd 6, grób 10).
Feliks Jackowski urodził się w Zwoleniu w 1896 roku. Pochodził z wielodzietnej rodziny. Jego ojciec, Hieronim, pracował w browarze i posiadał niewielkie gospodarstwo. W związku z przedwczesną śmiercią ojca trud utrzymania rodziny spadł na matkę. W tej sytuacji piętnastoletni Feliks przeniósł się do Bartodziejów i tam zaczął prywatnie uczyć wiejskie dzieci, aby zarobić na swoje utrzymanie. Chętnie czytał książki historyczne. W 1918 został przyjęty do Seminarium Nauczycielskiego w Radomiu i po jego ukończeniu rozpoczął pracę jako nauczyciel w Zwoleniu. Brał aktywny udział w życiu społecznym. W 1939 roku został nauczycielem w Szkole Rolniczej. Do zawodu wrócił po zakończeniu okupacji i od września 1945. pracował w Gimnazjum Rolniczym jako nauczyciel historii. Był bardzo przez nas lubiany. Jego lekcje były ciekawe. Wśród moich pamiątek znajduje się fotografia uczniów i nauczycieli Gimnazjum z 24 czerwca 1946 roku. Kiedy wszyscy ustawiali się do zdjęcia pan Feliks zauważył, że mnie nie ma. Odszukał mnie w szkolnej sali i zapytał, dlaczego siedzę tutaj samotnie. Odpowiedziałam, że nie mam odpowiedniej do zdjęcia sukienki. Chwycił mnie wtedy za rękę i posadził obok siebie na ławce. Wcisnęłam się za swoją koleżankę, aby ukryć brak odpowiedniego stroju i tak fotograf mnie uwiecznił [3].
Feliks Jackowski zmarł 30 września 1982 roku w Zwoleniu i tu został pochowany (sektor PW, rząd C, nr 10).
Źródła i opracowania: Zwoleński słownik biograficzny, Zwoleń 2008, s. 65-66.
Regina Kortylewska urodziła się w 8 września 1914 w Jedlni Kościelnej. Była córką Władysława i Marii Piwońskich. W sierpniu 1939 wraz z mężem Franciszkiem Kortylewskim osiedliła się w Janowcu. Pochodzący z Jarocina Franciszek był nauczycielem i został kierownikiem szkoły w Janowcu. Zapamiętano go jako dobrego pedagoga. W czasie okupacji działał w Armii Krajowej – był podporucznikiem rezerwy. Został aresztowany przez gestapo i 19 czerwca 1944 roku rozstrzelany na Rynku w Zwoleniu. Regina została sama z małoletnim synem Tadeuszem Franciszkiem (ur. 10 października 1941 w Janowcu) i w ciąży z córką Anną, która urodziła się 5 listopada 1944 w Chlewiskach. Po zakończeniu okupacji wróciła do Zwolenia, gdzie otworzyła restaurację „Warszawianka”, poza tym zatrudniono ją jako kierowniczkę kuchni w internacie (intendentkę). Przygotowywała posiłki dla uczniów, a w ich wydawaniu pomagał jej Wacław Opacki. Regina miała na wychowaniu dwoje małych dzieci, na które nie otrzymywała żadnej renty. Zmarła w Zwoleniu w 2003 roku i tu jest pochowana (sektor CW, rząd B, nr 87).
Źródła i opracowania: Archiwum Państwowe w Radomiu, Urząd stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej Jedlnia, sygn. 104, s. 96, nr 199; J. Grala, Pamięci poległych nauczycieli, „Gazeta Jarocińska” 35 (933), 2008, s. 17; A. Złotnik-Kotelba, Moje tajne nauczanie 1939-1944 (po kieleckiej stronie Wisły), Puławy 2010, s. 13-14.
Daniel Pacek, kapłan-legenda, urodził się 20 stycznia 1907 roku w Zbijowie Dużym. Był synem Mateusza i Balbiny z Błachów, rolników. Uczył się od 1914 najpierw prywatnie, od 1921 w gimnazjum w Skarżysku-Kamiennej, a od 1926 w Niższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu. Maturę uzyskał w 1929 roku i przeszedł do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Święcenia kapłańskie przyjął w Sandomierzu 29 czerwca 1934 roku z rąk biskupa Włodzimierza Jasińskiego. Jako wikariusz pracował w parafiach Chobrzany i Koprzywnica, by od 1936 osiąść w Zwoleniu najpierw jako prefekt szkół (do 1940 r.), potem wikariusz, proboszcz (od 1949 do 1986), wicedziekan (1959-1965) i dziekan dekanatu zwoleńskiego (od 1965), krótko w 1945 przebywał w Głogowie. Kanonik honorowy Kapituły Katedralnej od 1976. Zmarł w Zwoleniu 25 grudnia 1986 roku, pochowany został na cmentarzu parafialnym (sektor PB, rząd 1A, nr 1). Jako nauczyciel był bardzo lubiany przez młodzież, cieszył się ogromnym autorytetem społecznym. W czasie okupacji działał w tajnym nauczaniu na poziomie szkoły średniej. Podczas likwidacji zwoleńskiego getta 29 września 1942 ukrywał na poddaszu zakrystii przez trzy tygodnie grupę Żydów. Pomagał mu w tym kościelny Antoni Orłowski. Ksiądz Pacek współpracował też z AK, w krypcie Kochanowskich ukrywano partyzancką broń. Od 1 września 1945 ksiądz Pacek uczył w Gimnazjum Rolniczym religii. Bardzo go lubiliśmy. Do dzisiaj pamiętam zajęcia z kolędowania i pastorałkę, której nas wtedy nauczył:
W dzień Bożego Narodzenia
Radość wszelkiego stworzenia
Ptaszki w górę podlatują,
Jezusowi przyśpiewują, przyśpiewują
Słowik zaczyna dyszkantem,
Szczygieł mu dośpiewa altem,
Szpak tenorem krzyknie czasem,
A gołąbek gruchnie basem,
Sroka wlazłszy na jedlinę,
Odarła sobie łysinę,
I choć goło świeci czoło,
Gwarzy jedna dość wesoło, wesoło.
My też zróbmy piękne koło,
Zaśpiewajmy mu wesoło,
Maleńkiemu!
Źródła i opracowania: Archiwum Diecezjalne w Sandomierzu, akta osobowe ks. Daniela Packa; Zwoleński słownik biograficzny, Zwoleń 2008, s. 135-138.
Przypisy
- Ich podobizny można znaleźć w Monografii Zespołu Szkół Rolniczo-Technicznych im. Bohaterów Walki z Faszyzmem w Zwoleniu, Zwoleń 2025, s.15, 17, 33, 35. Lata, których dotyczą moje wspomnienia, opisano na s. 27.
- Takie dwu- lub trzyletnie gimnazja powoływano do 1948 na wzór szkół przedwojennych. Miały przygotować absolwentów do dalszej nauki w liceach i dać podstawy wiedzy zawodowej – T. Wieczorek, Kształcenie rolnicze w Polsce ludowej, Warszawa 1972, s. 141.
- Reprodukcja w "Monografii…", s. 31.